Recenzja Power Planta - hi-fi +
Autor: Roy Gregory
Regeneracja prądu to prosta sprawa –
zamiast zasilać bezpośrednio sprzęt wystarczy przechwycić prąd z
gniazdka w ścianie i użyć go do zasilania generatora sygnału i
wzmacniacza, na wyjściu którego należy ustawić czystą 50 Hz fale
prądu zmiennego. Pierwsze urządzenia tego typu jakie widziałem
pochodziły najpierw od Accuphase, a następnie od Burmestera (mówię
o kolejności z jaką się z nimi stykałem, nie o chronologii).
Urządzenia te były duże i drogie i szybko pojawiły się ich
bardziej przystępne alternatywy i imitacje (w żadnym razie nie PS
Audio) – różnie wyglądające, różniące się wagą,
pojemnością i wymiarami. Problemem była jednak sama regeneracja,
prosta w swojej koncepcji, ale bardzo skomplikowana jeśli chodzi o
realizację. Wiele ówczesnych projektów zniknęło tak szybko jak
się pojawiło. PS Audio zawsze rozumiało nadrzędną ważność
zasilania i utknęło z problemem. Recenzowaliśmy najmniejszy
(300VA) z ich zasilaczy i oceniliśmy jego brzmienie jako obiecujące,
zwłaszcza biorąc pod uwagę umiarkowaną cenę. Był duży i
okropnie się nagrzewał, ale korzyści dźwiękowe z jego
zastosowania były niezaprzeczalne. Niestety problem rozmiarów i
nagrzewania się narastał w przypadku większych wersji, a swoją
kulminację znalazł w masywnym 1,2 KVA monstrum, które można było
podnieść jedynie we dwóch. Teraz, po sześciu latach pojawiła się
trzecia generacja regeneratora (!) marki PS Audio – Power Plant
Premier, znany powszechnie jako PPP. Produkt oparty jest na swoich
poprzednikach, jest jednak bestią zmyślniejszą i dojrzalszą.
Smukłe i pięknie wyprofilowane chassis jest ciężkie, ale nie aż
tak bardzo. Urządzenie się wprawdzie nie nagrzewa, ale potrafi
dostarczyć 1,5 kVA energii, co jest ilością więcej, niż
wystarczającą dla większości systemów. Pomimo ogromnego wzrostu
wydajności w stosunku do poprzednich modeli, PPP ciągle ma w środku
wiatraczek, który można usłyszeć przez krótką chwilę w czasie
włączania. Jest tak cichy, że nie ma się czym przejmować, chyba,
że umieści się urządzenie w nieodpowiednim miejscu. W praktyce u
mnie wiatraczek nigdy się nie aktywował, nawet, gdy Premier
napędzał parę poważnych monobloków, lampowy preamp, odtwarzacz
CD i czterosilnikowy gramofon! (…) Przy swojej cenie i wartości
materiałowej niewielki Power Plant może się wydawać drogi, ale
gdy weźmiemy pod uwagę jego ponadprzeciętne możliwości, wrażenie
to znika. Pięć niezależnie izolowanych i filtrowanych gniazd
wyjściowych i kilka gniazd sygnałowych (do ochrony modemów, anten
satelitarnych itp.), jak również fakt, że wyświetlacz pokazuje
stan sieci elektrycznej i możliwości wydobycia z niej tego, co
najlepsze, sprawiają, iż PPP jest urządzeniem wszechstronnym.
Wyświetlacz przełącza się pomiędzy sześcioma pozycjami menu,
pokazując napięcie wejściowe, wyjściowe i różnicę między nimi
oraz procentową zawartość THD w sygnale wejściowym, wyjściowym i
różnicę między nimi. (…) Oprócz podstawowych funkcji wrażenie
robi fakt, że za wejściem znajduje się wymienny element
antyprzepięciowy i antyprzeciążeniowy, zapewniający podłączonemu
do Power Plant sprzętowi prawdziwą ochronę (warto obejrzeć
zamieszczony na stronie www filmik, na którym szef PS Audio Paul
McGowan demonstruje jego spektakularny efekt). Jeśli masz aż
takiego pecha, że po wystąpieniu przepięcia przycisk „reset”
nie przywraca Premierowi sprawności, wówczas zniszczony element
wymieniany jest na koszt firmy PS Audio. We wnętrzu urządzenia
ścieżki elektryczne są tak krótkie, jak to tylko możliwe, aby
zapewnić właściwą dynamikę i wybrzmienie muzyki; każde gniazdo
wyposażone jest w oddzielny filtr różnicowy. W PPP wprowadzono
nową, zapierającą dech w piersiach technologię wynalezioną przez
Hitachi i nazwaną Finemet. Materiał ten ma najwyższą możliwą
przenikalność magnetyczną, dzięki czemu urządzenie może być
mniejsze, a ścieżka sygnałowa krótsza, niż w poprzednich
generacjach projektów PS Audio. Brzmi jak fantazja? Firma Hitachi
sporządziła obszerną dokumentację na temat właściwości tego
materiału. Urządzenie może być włączane zdalnie dzięki
wyzwalaczom, jak również posiada sekwenser prądowy, pozwalający
na uniknięcie niebezpiecznych trzasków w głośnikach podczas
włączania różnego rodzaju sprzętu. W czasie podłączania Power
Plant wymaga odrobiny szacunku – należy się upewnić, że
wszystkie łączone ze sobą urządzenia są wyłączone. Najpierw
włączamy Premiera pozwalając mu się ustabilizować, a w następnej
kolejności podłączony do niego sprzęt. (…) Działa tu zasada
„plug and play” i rzeczywiście słychać jego wpływ na dźwięk.
Podobnie jak w przypadku innych elementów systemu jest on tylko
częścią całości, więc należy go łączyć odpowiednimi,bardzo
dobrymi kablami sieciowymi. Jest to konieczne, jeśli chcemy poznać
pełnię jego możliwości. Sam Power Plant jest oczywiście
imponujący, podobnie jak sam zestaw odpowiednich kabli. Jednak
dopiero połączenie jednego i drugiego sprawia, że efekt końcowy
jest czymś więcej niż sumą poszczególnych składników. Mogłem
zasilać cały sprzęt z jednego tylko gniazdka w ścianie – jest
to jak dotąd rozwiązaniem najlepszym. Nawet przy zastosowaniu
regeneratora takiego jak PPP, kabel doprowadzający do niego prąd z
gniazdka w ścianie jest najważniejszym drutem w całym systemie.
Dlaczego? Ponieważ im mniej pracy będą miały filtry do wykonania,
tym lepsze będzie brzmienie.
Rozpocząłem od włączenia PPP do
mojego podstawowego systemu, co zaowocowało natychmiastową poprawą
gładkości i ciągłości muzycznej. (…) Premier sprawiał, że
wokale i gitary brzmiały bardziej przekonywająco, a radykalny
spadek poziomu szumów zaowocował czarnym tłem, na którym lepiej
można było słyszeć separację instrumentów i ich lokalizację.
Obrazy dźwiękowe nabrały więcej ciała i więcej spójności.
Raczej nieeleganckie oddzielenie głosu i gitary słyszalne na
pierwotnym systemie, teraz zniknęło. Dźwięk stał się, jeśli
nawet nie doskonały, to przynajmniej znacznie bardziej wiarygodny.
Głosy w tle – ludzkie i psie były bardziej przejrzyste i lepiej
słyszalne. W piosence Arta Peppera bas i fortepian nabrały
odpowiedniej podstawy i zaczęły popychać nagranie naprzód dodając
odrobinę gładkości do tego, co było ciężką linią rytmiczną.
To, co do tej pory brzmiało ociężale, czy nawet rozwlekle, teraz
nabrało życia i emocji. Ale brzmienie przeobraziło się dopiero po
wpięciu kabli zasilających Statement pomiędzy ścianę, a PPP i
pomiędzy regenerator, a odtwarzacz CD i wzmacniacz. Lepsze kable
wprowadziły barwę, nasycenie, przestrzeń i wrażenie obecności
muzyków, a także poprawiły i tak już imponującą gładkość,
ciągłość i ogólną spójność muzyczną ustanowioną przez
Power Planta. Szarpane dźwięki basu Peppera nabrały teraz
odpowiedniego kształtu i tekstury, kontrast pomiędzy nimi, a linią
fortepianu nareszcie stał się podstawą właściwego temu nagraniu
rytmu. Gitara i głos Townesa Van Zandta były bardziej obecne i
bliskie, choć paradoksalnie cofnęły się za linię głośników w
bardziej spójną i precyzyjną przestrzeń akustyczną.
Wybrzmiewanie frazy, wahania głosu, dziwnie nieeleganckie szurania
palcami po gryfie – wszystko to czyni prezentację bardziej
naturalną. Regenerator wymusił stabilność czasową nagrania –
wszystkie zdarzenia mają swoje określone miejsce w czasie, przez co
nagranie jest tak przekonywające. Brak elegancji jest częścią
brzmienia. Nagraniem, które pokaże zalety PPP, a jednocześnie
różnice pomiędzy nim, a urządzeniami takimi jak Elbrus są Tańce
Symfoniczne Rachmaninowa. Od pierwszych taktów oczywista była
przestrzeń akustyczna, precyzyjnie nakreślona tylna ściana sali i
napięcie dramatyczne charakteryzujące to wykonanie. Tam, gdzie
pierwotny system miał ściśnięte, płaskie i duszne brzmienie, PPP
wraz z kablami Statement wprowadził barwę, namacalność, dynamikę
i spójność. Orkiestra zaczęła grać żywiej i śmielej. Nie
było żadnego skrócenia rozmachu, żadnego popuszczania wodzy.
Spokój i relaksująca stabilność Premiera uspokajały jej
szaleńczy pęd, ale nieunikniony, niepowstrzymany impet popychał ją
naprzód. Muzyka płynęła z mocą, aż do osiągnięcia potężnej
kulminacji zamykającej fragment, gdzie wszystkie elementy ukazywały
się w majestatycznej potędze i fizycznej obecności. Nie było
śladu wysiłku, który w przypadku mniej wydajnych systemów może
sprawiać wrażenie, że brzmią one głośniej (chociaż
zdecydowanie bardziej męcząco). Zaiste imponujące – zarówno w
kategoriach muzycznych jak i sprzętu hi-fi. Za poczucie splendoru,
który wprawia nas w taki zachwyt przychodzi jednak zapłacić pewną
cenę. Obecność muzyków TVZ i nasycenie dźwięku w ich
spontanicznej grze w tle, które zmienia się w żywą osobę,
potężna obecność orkiestry, która dobitnie przekazuje ideę
muzyki Rachmaninowa – wszystkie te rzeczy odzierają muzykę z
pewnych wewnętrznych detali i mikrodynamicznej zwinności. Dylemat
stary jak świat: co jest ważniejsze – treść muzyczna, która
jest grana, czy sposób, w jaki muzyk ją przekazuje. PPP stoi twardo
w tym pierwszym obozie – wywołuje poczucie wszechogarniającej
muzycznej spójności, emocjonalnie angażującej słuchacza. Premier
nie zna przemocy, nie spieszy się, pokazuje naturalne perspektywy i
naturalny rytm. Maluje całościowy obraz, który jest zarówno
imponujący, jak i satysfakcjonujący, bez potrzeby silenia się na
oczywistość. Sprawia w rezultacie, że odsłuchy mogą być długie
i nie powodować zmęczenia. Jeśli chcecie zbliżyć się do muzyków
i pozostać z nimi w bliskim kontakcie, wówczas urządzenie takie
jak Vertex umieści ich na wyciągnięcie ręki. PS Audio ma inne
priorytety: muzyczna całość jest ważniejsza, kształt dzieła
liczy się bardziej, niż nitki, z którego jest utkane. Chodzi tutaj
bardziej o doświadczanie muzyki, niż o intelektualne ćwiczenie
polegające na analizie brzmienia. Chodzi o przesłanie muzyki. Jeśli
tego szukacie, PS Audio PPP zapewni to w całej rozciągłości.